Likwitadorzy

Tysiące ludzi ze Związku Radzieckiego, którzy jako pierwsi dotarli (zostali przydzieleni i przywiezieni) na miejsce katastrofy nie zostało poinformowanych o rozmiarach skażenia. Nie zdawali sobie również sprawy  na jak wysokie promieniowanie są narażeni. Poniższe zdjęcia w większości to anonimowe pozostałości po tamtych wydarzeniach. Trudno odszukać osoby, czy autorów zdjęć.

Ruscy zwieźli tam pół miliona żołnierzy, górników i innych specjalistów nie zapewniając im dostatecznej ochrony przed promieniowaniem.

Cześć likwidatorów nazywano:

BIOROBOTAMI
Żywe maszyny, które brały udział w walce z niewidzialnym i śmiertelnym często wrogiem. Sama nazwa pokazuje, że ówczesne władze w myśl zasady „u mienia ludzi mnogo” miały gdzieś ludzkie życie. Na ten temat ukazało się wiele artykułów, takich jak ten, pokazujący i potwierdzający smutną prawdę o tamtych czasach. Chętni mogą również zobaczyć film z polskimi napisami.

Zaprzęgnięci do sprzątania dachu „likwidatorzy”, czyli własnie „bio – roboty” nie pracowali początkowo dłużej niż
120 sekund a później okres ten skrócono do 40 sekund.
To znaczy, że taki człowiek docierał  na swoje stanowisko pracy,
i wykonywał robotę przez tak krótki czas, po czym wracał. 

Filmik z dachu

Warto zwrócić uwagę, że stroje, w szczególnosci biorobotów to własnoręcznie wykonane zabezpieczenia z ołowianych płyt i z tego co było na miejscu. To potwierdza tylko jeszcze bardziej, jak niewielkie znaczenie miało ludzkie życie i nie patrzono tam na rangę. Podobnie również wyglądały pojazdy, które nie były przystosowane do walki z niewidzialnym wrogiem. Ciekawą koncepcją jest poniższy samóchod z wykonaną wewnątrz kapsułą i systemem filtracji. Jak ciężką była kapsuła widać bo przechyle pojazdu.

Związek Radziecki  nie pozostał jednak obojętny na los tych ludzi i otrzymali oni pamiątkowe medale i 800 rubli.

Niektórzy zostali wyróżnieni pamiątkowymi tablicami, tak jak  Walerij Hodemczuk, który był pierwszą ofiarą katastrofy.

Jednym z najbardziej znanych strażaków, miedzy innymi dzięki serialowi „Czarnobyl” był Wasilij Igtanienko.  Na zdjęciu poniżej również jego żona. Więcej informacji na
Wiki Czarnobyl.

Do dzisiaj wskazania dozymetru pokazują na jakie niebezpieczeństwo wystawieni zostali strażacy i likwidatorzy i jakie negatywne skutki zdrowotne mogło to za sobą pociągnąć.

Można spierać się czy dobrze, że podano płyn Lugola, czy byłby kolejny wybuch, czy chmura dotarłaby na Alaskę, ale jedno trzeba przyznać. Wiele zawdzięczamy poswięceniu tych, bardzo często nieświadomych ludzi.

Często również padają pytania, czego używano do odkażania terenu? Najwięcej osób stawia, że była to woda, chociaż pewnie w USA znajdą się teorie, że orzechowe masło. Jednak nie. W Instytucie imienia Kurczatowa opracowano specjalną substancję, zwaną BURDA. Pokolenie PLR może nazwę kojarzyć z zadymą, albo wykrojami. Był to jednak podając za Wikipedią: „związek polimerowy w postaci roztworu o ciemnej, lepkiej i gęstej konsystencji, mający za zadanie wiązać i zatrzymywać na powierzchni ziemi pyły, zawierające cząsteczki izotopów promieniotwórczych.”

Zabezpieczno specjalnym materiałem, pochłaniającym promieniowanie brzegi Prypeci.

Zbierano też skażoną ziemię – jej wierzchnią warstwę, co pokazuje poniższe zdjęcie.

W tym wszystkim ta katastrofa miała też ludzką twarz dnia codziennego.

Dzięki prywatnym zdjęciom możemy ogladać nie tylko obraz samej katastrofy.  Zdjęcia Jurija Zemlyanoya przedstawiają członków JW 5403.

Te poniższe pochodzą z archiwum Petro Prokopenko (dwa pierwsze) i Valerego Zufarova.

Czasami też można nawet odnaleźć miejsca ze zdjęć …

 … albo zobaczyć miejsca, które dalej pełnią swoją rolę. Punkt kontrolny „Lelev” strzeże wejścia do strefy 10 km.

Nie wszyscy likwidatorzy zginęli podczas katastrofy, co jest bardzo często podawaną informacją.  Poniższe zdjęcie, którego autora nie udało mi się ustalić, przedstawia Viktora Ganula (pierwszy plan). Człowiek ten wciąż żyje (2019 rok).

Gdzieś w odchłaniach Internetów znalazłem też zdjęcia Siergieja Jastrzebowa, który również brał udział w likwidacji skutków katastrofy. Obecnie jest znanym ukraińskim rzeźbiarzem.

Ale tak jak już pisałem, wiele zdjęć pozostanie anonimowych:

Z likwidacją skutków katastrofy związana jest również historia trzech nurków. Mieli oni za zadanie wypompować wodę spod reaktora. Sztuczna lawa (korium) mogła przetopić betonową podstawę i dostać się do zbiorników z wodą. To spowodowałoby pewnie kolejny wybuch i uwolnienie kolejnych produktów reaktora do atmosfery. Obawiano się również skażenia gleby i wód gruntowych. Problem polegał na tym,  że można to było zrobić tylko ręcznie. Na ochotnika zgłosiły się trzy osoby: Aleksiej Ananenko, Walery Bespałow i Borys Baranow. Praktycznie po ciemku odszukali zawory i odkręcili je. Informacja o tym, że nurkowie zginęli zaraz po akcji nie jest prawdziwa. Jednego z nich odwiedziło w domu biuro podróży https://www.alienatours.pl/, z którym miałem przyjemność odwiedzać Strefę i które serdecznie polecam.

Zdjęcie zrobione 01.11.2019 w mieszkaniu Aleksieja i Walentyny Ananienko – foto Aliena

Po wizycie Pana Aleksieja ukazał się ciekawy artykuł w „Wyborczej„.

Po opanowaniu skuktów katastrofy człowiek nie wyprowadził się na zawsze ze Strefy. Na zdjęciu mamy 1990 rok i patrol rowerowy. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *