Szpital

Jednym z ciekawszych miejsc jest szpital w Prypeci, który przed katastrofą prezentował się tak:

To tutaj po wybuchu przewieziono strażaków.

Wszystkie sprzęty zachowane są w zaskakująco dobrym stanie jak na czas, który upłynął od 1986 roku.

Wszędzie dostrzec można porozrzucane leki, a niektóre są jeszcze oryginalnie zapakowane, jak widać powyżej.

W piwnicy szpitala do tej pory znajdują się elektryzujące stroje strażaków.

Po raz kolejny wspomogę się opisem z grupy
Napromieniowani
i wykorzystam zrobione przez nich zdjęcia:

Piwnica szpitala – jedno z najbardziej budzących strach miejsc w Prypeci. Ciemność, wilgoć i cisza przerywana alarmem dozymetru za każdym razem budują napiętą atmosferę. Wciąż leżą tam ubrania strażaków gaszących płonący reaktor – tak, jak ułożono je tam 28 lat temu, tak leżą do dziś.

Ile razy bym tam nie wszedł, za każdym razem czuję niepokój. To uczucie było wyjątkowo silne podczas ostatniej wyprawy przed miesiącem, kiedy mój dozymetr Berthold zmierzył tam rekordową dawkę promieniowania. Zresztą, nie tylko mój: dwoma urządzeniami przystosowanymi do pomiarów wysokich dawek zarejestrowaliśmy poziom promieniowania rzędu 5-7 mSv/h, czyli… 5000 do 7000 μSv/h!

Dla porównania, średnie promieniowanie tła w Polsce wynosi 0,10 μSv/h. Oczywiście, w pierwszej chwili pojawiły się myśli o prawdziwość pomiarów, jednak dwa niezależnie pracujące urządzenia wskazywały bardzo zbliżone wyniki. Tak wysokie wskazania zarejestrowałem przy jednym z leżących tam butów, a dokładniej – na jego podeszwie. Należy mieć tu jednak na uwadze, że pomiary były dokonywane bezpośrednio przy bucie. W powietrzu wyniki wahały się w granicach kilkuset μSv/h.

Jeśli więc zadajcie sobie pytanie, po co tam leżą te ubrania, to myślę, że powyższa sytuacja rozwiała Wasze wątpliwości. Nikt ich nie rusza, bo i po co, skoro każdy ruch może wzbudzić radioaktywny pył, który po dostaniu się do płuc wywołuje ogromne szkody dla organizmu w długofalowym okresie. „Cała tablica Mendelejewa” – takie słowa usłyszałem kiedyś od osoby, która dokonała badań spektrometrycznych na próbkach z piwnicy szpitala.

Ochrona dróg oddechowych jest oczywistością, jednak pewnie zadajecie sobie pytanie, po co chronić buty? Nauczyła mnie tego sytuacja z lipca 2013 roku, kiedy po wyjściu z piwnicy szpitala okazało się, że podeszwy moich butów wykazują aktywność na poziomie 160 μSv/h! Dokumentuje to ostatnie z załączonych zdjęć. Były więc całkowicie uzasadnione obawy, że nie przejdę kontroli dozymetrycznej. Szczęście w nieszczęściu, że kilka dni wcześniej w Prypeci spadł deszcz, więc buty można było umyć w kałużach zalegających na asfalcie.

Krótko po wypadku:

Dodaj komentarz